KULT

fot.Marcin Szpądrowski zobacz całą galerię »

Trzy godziny grania, ponad 30 piosenek i Kazik Staszewski, który na scenie przypomina rozpędzony buldożer... Zespół Kult, rockowa legenda, po długiej nieobecności wystąpił w Częstochowie.

- Nie było nas tutaj dziewięć lat - powitał publiczność Kazik Staszewski. - Ja przyjeżdżałem, ale z innymi zespołami...
Fani nie dali mu jednak dokończyć zdania, skandując "Kult! Kult!".

Nic dziwnego, bo na ten koncert częstochowianie czekali blisko dekadę. Po raz ostatni Kult zagrał w październiku 2003 r. w hali Polonia. Na szczęście tym razem Częstochowy nie zabrakło na tradycyjnej jesiennej koncertowej trasie zespołu.

Kult, który w tym roku świętuje 30. urodziny pokazał, że jego muzyka się nie starzeje. Staszewski i jego ekipa dali solidny ponad trzygodzinny koncert. Zaczęli "Wspaniałą nowiną", a potem ani przez chwilę nie spuszczali z tonu. Były piosenki "Taty Kazika", czyli Stanisława Staszewskiego na czele z "Barankiem" czy "Celiną". Był cover "Pasażera" Iggy Popa. Nie brakło również delikatniejszych nut, jak "Nie dorosłem do swych lat", czy "Kocham Cię, a miłością swoją". Zabrzmiało także kultowe "Do Ani", najpiękniejsza rockowa ballada zespołu, którą Kazik zadedykował swojej żonie. - To piosenka jeszcze z czasów narzeczeństwa - opowiadał. - Musimy się teraz dobrze nastroić. Resztę możemy fałszować, ale "Do Ani" musi zabrzmieć jak należy.

Tym samym pokazał, że ma wielki dystans do siebie, bo Kult nie fałszuje, a muzycy w każdej piosence dają z siebie wszystko. Zwłaszcza dzięki rozbudowanej sekcji dętej wszystkie utwory brzmią nietuzinkowo. Staszewski udowodnił, że sam także lubi muzyczne eksperymenty, serwując solówki na saksofonie i ubarwiając choćby "Pilotów" czy "Wódkę".

Miło posłuchać zespołu, który zdaje sobie sprawę, że bez fanów nie istnieje. Kazik ze sceny rozmawiał z publicznością (choćby o tym, że udało mu się nieco schudnąć). Szczęśliwcy, który dopchali się do barierek, mogli także liczyć na uścisk ręki. Staszewski przez cały koncert prowadził luźną konferansjerkę, przeplataną "Listami śpiewającymi" (kiedy czytał dedykacje i pozdrowienia z pocztówek), a także historyjkami o danej piosence. Scenicznego luzu mogliby mu zazdrościć znacznie młodsi wokaliści.

Oficjalnie granie zakończyło się piosenką z repertuaru Staszewskiego seniora "A gdy będę umierał". Jednak koncert bez bisów się nie liczy, dlatego wywoływani przez publiczność muzycy szybko wrócili na scenę - przy dźwiękach słynnej "Polski". Nie było chyba wówczas na sali nikogo, kto by wtedy nie wykrzyczał: "Polska, mieszkam w Polsce, mieszkami tu, tu, tu, tu...". Ponad trzygodzinny maraton zakończyli "Sowieci", czyli tradycyjna przyśpiewka, którą zespół z reguły wieńczy swoje występy.

- To chyba najlepszy koncert, na jakim ostatnio byłem - relacjonował po wstępie Andrzej, częstochowski licealista, który przyszedł z liczną ekipą znajomych. - Bilety nie były tanie, ale warto było zainwestować. Pokazaliśmy, że potrzebujemy takich koncertów. Mam nadzieję, że od tej pory na stałe wrócimy na mapę październikowej trasy Kultu.

źródło:www.wczestochowie.pl